Menu
Koncert Transu

Koncert Transu

Kwietniowy koncert Zespoł...

XIII Memoriał Edwarda Jancarza

XIII Memoriał Edwarda Jancarza

No to jedziemy, poniżej z...

Artrosis na żywo

Artrosis na żywo

 Duże instrumentariu...

Koncert Artrosis

Koncert Artrosis

Artrosis – polski zespół ...

DAS MOON w pełni

DAS MOON w pełni

Klub Muzyczny „Kwinto” w ...

DAS MOON ponownie w Międzyrzeczu!

DAS MOON ponownie w Międzyrzeczu!

Muzycy z nie zapomnianego...

Prev Next

Przedsionek Raju – przedostatni koncert - w Międzyrzeczu

  • Napisane przez  Iwona Wróblak
  • Komentarze:DISQUS_COMMENTS
Przedsionek Raju – przedostatni koncert - w Międzyrzeczu

Czasza pięknie sklepionej piwnicy w zamkowej bastei to wspaniałe miejsce na koncert muzyki klasycznej, Raju dla uszu. Szkoda, że w tak niedużym stopniu jest wykorzystywana do tych celów... Renesansowa muzyka wspaniale koresponduje z pamięcią zapisaną gdzieś tu, tkwiącą w spoinach cegieł, co przetrwały szwedzkie wojny i również czasy po nich następujące, te współczesne także.

Jean Mouton (przed 1459-1522), Josquin des Prez (ok.1450-1521), Cipriano de Rore (1515/6-1565), Adrian Willaert (ok.1490-1562) i Jaques Arcadelt (1507?-1568) – to kompozytorzy, których utwory mieliśmy przyjemność słuchać w wykonaniu kwartetu fletów prostych: Bolette Roed (coroczna flecistka biorąca udział w koncertach Muzyki w Raju w Paradyżu), Patricia Roa Johansen, Camilla Bachhausen i Christina Lauridson.

Na koncert stawiłam się pół godziny przed rozpoczęciem, słusznie przewidując, że wolnych miejsc dla gości nie zaproszonych specjalnie będzie niewiele. Idea Przedsionków jest taka, że wstęp na nie jest wolny, co ma zachęcać i propagować muzykę klasyczną w małych miejscowościach. W naszym mieście, w którym swego czasu było bardzo dużo wartościowych koncertów, jest stałe grono melomanów i dzisiaj nawet bez akcji plakatowej część gości koncertu słuchała siedząc na zabytkowych schodkach u wejścia do piwnicy bastei.

Tak więc doskonale matematycznie wysklepiona półkula Przedsionkowej sali koncertowej była świadkiem reaktywacji muzyki renesansowych twórców. Starannie wybrane pieśni napisane pierwotnie na ludzkie głosy były transkrybowane na utwory instrumentalne. Żywa muzyka fletów prostych oddająca klimat czasów, w których powstała. Bolette Road (kierownictwo artystyczne) w przedstawionym „Snów Consort" starała się znaleźć konsensus między wiernością muzyczną epoce i kompozytorom a (wielkimi, jak się przekonaliśmy) możliwościami instrumentów, na których grze jest, razem z koleżankami, mistrzynią.

Grały nam, we frazach muzycznych, emocje i myśli ludzi, którzy te pieśni śpiewali. Nieśmiertelne tematy, w których zrozumieniu nie potrzeba znajomości języka, czyli miłość, spełniona lub nie, kochankowie, rozstania i żal po nich. Wszystko to wibracjami kłębiło się pod sklepieniem bastei, pogłosem fletów, którym naręcza były stale w użyciu. Motywy miłosne przeplatane improwizacjami zgrabnie wkomponowanymi w materię dzieł. Szczególny słuch Bolette dla fletu, ogromna wrażliwość, promyki ze świątyni muzyki dawnej, barokowej, której tchnienie przyszło do nas w odwiedziny z Paradyża – historie ludzkie, emocje i opowieści osobne, ich wątki razem posplatane jak warkocze. Związki ludzi ze sobą, z czasami i wydarzeniami, życiorysy ludzkie. Ich myśli, które sobie wyobrażamy – klimat na pewno – za sprawą naszych wykonawczyń, możemy uchwycić, także poprzez, jak to słusznie zauważył Cezary Zych, specjalne otoczenie tego koncertu. Chociaż o ile w okolicznych kościołach, gdzie odbywały się Przedsionki, muzykę grano, śpiewano pieśni, w podziemiach bastei – raczej tego nie robiono.

Mówiono we wstępie, ze pieśni będą raczej smutne, bo melancholijne. Chyba nie, myślę. Miłość nigdy nie jest smutna – do końca. Nawet ta niespełniona – niesie w sobie ładunek dobrych emocji, zaangażowania, nieskończenie mocnych uczuć, które – jak wierzę – zostały utrwalone na zawsze w drobinkach powietrza zestalonych w dawnych gotyckich cegłach i teraz – uwolnione – opowiadają, za sprawą nutek jak strumyki wypływających z wirtuozowskich wykonań muzyków, opowiadają nam o klimacie towarzyszącym sztuce i życiu ludzi, i o muzyce jako takiej, jej melodycznej pięciolinii wszechczasów, która istniała zawsze, jak nasza do niej miłość. Słyszymy za jej sprawą to, co możemy przeczytać w historii, o religijności epoki i jej wielkim znaczeniu dla ludzi, chłodzie kamieni wielkich katedr wtedy powstających i codziennych radościach ludzi, którzy tam przychodzili się modlić, jej - epoki - wielkich społecznych i kulturowych kontrastach. I sztuce tamtych czasów. Pobrzmiewa ton przedwiecznych opowieści bardów, o herosach i pasterkach zakochanych w swoich mężczyznach, pięknych kobietach i beznadziejnie marzących o nich rycerzach, muzyczne eposy.

Powrót na górę
Info for bonus Review William Hill here.

Polecane

Gminy

O nas

Znajdź nas