Menu
Koncert Transu

Koncert Transu

Kwietniowy koncert Zespoł...

XIII Memoriał Edwarda Jancarza

XIII Memoriał Edwarda Jancarza

No to jedziemy, poniżej z...

Artrosis na żywo

Artrosis na żywo

 Duże instrumentariu...

Koncert Artrosis

Koncert Artrosis

Artrosis – polski zespół ...

DAS MOON w pełni

DAS MOON w pełni

Klub Muzyczny „Kwinto” w ...

DAS MOON ponownie w Międzyrzeczu!

DAS MOON ponownie w Międzyrzeczu!

Muzycy z nie zapomnianego...

Prev Next

XII edycja festiwalu „Muzyka w Raju” 16 - 24 sierpnia 2014

XII edycja festiwalu „Muzyka w Raju” 16 - 24 sierpnia 2014

Po raz kolejny do tej samej rzeki

Tego podobno nie wolno robić. Poza tym wszystko już było. Kolejny raz to samo.

Dylemat towarzyszący wszystkim działaniom cyklicznym, zwłaszcza jeśli ich poprzednie wersje były udane, a przynajmniej nie okazały się kompletną katastrofą.

Z jednej strony chciałoby się zachować jak najwięcej z tego, co się powiodło, bo nie ma powodu, by zmieniać sprawdzone rozwiązania. Z drugiej, z samej natury cykliczności (a więc występowania jedynie co pewien czas) wynika, że działanie jest udane, ponieważ to właśnie w tym konkretnym miejscu i w tym konkretnym momencie doprowadzono do szczęśliwego połączenia tego, co w innych okolicznościach mogłoby dać efekt nieporównanie gorszy.

Cykliczność wyrasta na założeniu, że jeśli coś wydarzyło się raz i odniosło sukces, to należy to powtarzać. To założenie oparte jest wszakże na wątpliwej jakości przesłance. To, że odnosimy sukces raz, nie znaczy, że odniesiemy go po raz kolejny.

Wynika z tego, że powodów, dla których udane zjawisko jednorazowe przekształca się w satysfakcjonujące zjawisko cykliczne, należy szukać szerzej i nie sprowadzać go wyłącznie do finalnego efektu, jakim, w naszym przypadku, jest zestaw koncertów składających się na festiwal „Muzyka w Raju".

Jeśli miałbym być szczery, to istniało wielkie prawdopodobieństwo, że pierwsza edycja „Muzyki w Raju" będzie jej edycją ostatnią. Nie dlatego, że ktoś festiwalu nie chciał, że nie było na niego pieniędzy albo pomysłów. Wydawało się po prostu, że nie uda się po raz kolejny zbudować takiej samej koncentracji, takiego zaangażowania, a więc nie uda się raz jeszcze doprowadzić do szczęśliwego połączenia rzeczy, które zadecydowały o wyjątkowości pierwszego festiwalu. Dlaczego poświęcić miesiące pracy czemuś, co najprawdopodobniej przyniesie rozczarowanie?

W podjęciu decyzji o kontynuacji pomogła refleksja nad okolicznościami, które sprawiły, że tak wiele osób zaangażowanych w pierwszy festiwal uznały go za doświadczenie wyjątkowe i, co tylko wzmacniało wątpliwości, na swój sposób niepowtarzalne.

Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym częściej dochodziłem do przekonania, że powody powodzenia pierwszej „Muzyki w Raju" leżały w dużej części poza samymi festiwalowymi wydarzeniami. One były artystycznym wyrazem tego, co się w Paradyżu działo, ale festiwal do muzycznych przejawów tej szczególnej sytuacji się nie ograniczał.

Wtedy rozpoczął się przegląd aktywów i zastanawianie się, czy w całej tej naszej młodej konstrukcji mamy rzeczy, które są niezależne od konkretnego zestawu wykonawców lub od konkretnego programu. Innymi słowy, próbowałem zastawić sidła na to, czego istnienie przeczuwałem, ale nie potrafiłem tego czegoś precyzyjnie zdefiniować i zlokalizować.

Można było ukryć się łatwo za terminem „genius loci" i całą zasługę przypisać nadzwyczajnej lokalizacji. Można było powołać się na sam pomysł usytuowania festiwalu w przestrzeni, która nigdy w tym celu nie była wykorzystywana i pozostawała jedną z wielu lubuskich tajemnic.

Im obszerniejszy stawał się katalog tych nie tylko muzycznych zasobów, tym wyraźniej rysował się obraz sytuacji, która niemal z dnia na dzień zamieniła dość ekscentryczny, niemal szalony, pomysł w swego rodzaju instytucję. Nie instytucję w sensie wyodrębnionej struktury prawnej czy gospodarczej, ale w mechanizm, który ukonstytuowała i wprawiła w ruch pozytywna energia niezliczonej grupy ludzi. Muzycy byli tej grupy częścią, a efekty ich pracy jej zwieńczeniem, ale nie tylko oni dawali nowej konstrukcji energię.

Właśnie wtedy doznałem swoistej iluminacji. Nagle zrozumiałem, że przyszłość „Muzyki w Raju" i jej dalsze trwanie, nie sprowadza się do ułożenia programu festiwalu i znalezienia funduszy na jego realizację. Uświadomiłem sobie, że warunkiem przetrwania festiwalu będzie utrzymanie tej niewidzialnej i nieformalnej instytucji oraz będącej jej wewnętrznym spoiwem pozytywnej energii, na którą składamy się wszyscy, każdy czymś innym. Jedni pracą, inni gościnnością, ktoś zaufaniem, ktoś inny po prostu obecnością.

Od tej chwili moim zadaniem było już tylko zadbanie o to, by ta energia, która kiedyś nagle wybuchła, nie wygasała. Reszta działa się już sama. Mieszali się ze sobą starzy i nowi wykonawcy, starzy i nowi słuchacze, starzy i nowi partnerzy. Energia pozostawała. Rzeka była niby ta sama, a przecież ciągle szukająca nowego koryta.

Teraz można było uwierzyć w sens cykliczności, która nie zabija wyjątkowości żadnego ze swych corocznych ucieleśnień.

tekst: Cezary Zych

Powrót na górę
Info for bonus Review William Hill here.

Polecane

Gminy

O nas

Znajdź nas